IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 O świecie

Go down 
AutorWiadomość
Wanna
Admin
Wanna

Liczba postów : 61
Join date : 29/12/2015

O świecie Empty
PisanieTemat: O świecie   O świecie EmptyNie Cze 09, 2019 9:26 pm


O nas, czyli narratorach

W tym świecie i na tym forum, nazywani będziecie narratorami. Istotami zdolnymi kontrować świat przedstawiony w zasięgu swego posta. Wasze personifikacje, to znaczy wasze postacie są natomiast waszymi "Uosobieniami". Są one (uosobienia) naszym jedynym fizycznym kontaktem z tym światem, gdyż jako narratorzy potrafimy tworzyć tylko i wyłącznie odnogi istniejącego świata. Udało nam się jednak razem spotkać w tym oto świecie zwanym Agrestem i przybrać cielesne postacie.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, kontrolujecie bezwładne ciało które nigdy wcześniej nie istniało. To rodzi pewien problem, bo tworzycie mu historie. Postać ma pewnie jakiś rodziców, którzy mogą być bardzo zdziwieni gdy stanie przed nimi nienarodzony syn/córka. Agrestanie już dawno sobie uświadomili, że coś jest nie tak i wprowadzili szeregi ustaw, które mają obronić ich przed pojawieniem się nieznanych im ich latorośli, roszczących sobie prawo do ich majątków. Ale jak można nas tak łatwo rozpoznać? - zapytacie pewnie. Bardzo prosto. Otóż macie zadziwiające zdolności do odchodzenia kilka kroków miedzy drzewa (niby to do toalety), znikania i pojawiania się nagle w zupełnie innym miejscu setki kilometrów dalej! Ba. Wasza postać wygląda nawet czasem jakby przeżyła niejedno podczas tej wyprawy gdy minęła ledwie... Minuta! No wybaczcie, ale jeśli spadacie z urwiska, wplątujecie się w ogromną pajęczynę, pieczecie swoje włosy na smoczym oddechu, kupujecie chomika, zmieniacie chomika w krwiożerczą bestie, przy pomocy wytworzonego przez siebie bimbru i ratujcie długowłosą księżniczkę, którą zostawiacie w przydrożnym barze po uprzednim obstrzyżeniu w ciągu minuty to naprawdę jestem pełna podziwu. Albo wasz ekwipunek. Każdy szanujący się choć trochę podróżnik posiada jakąś zapasową bieliznę albo skarpetki... U was pustka. To samo tyczy się jedzenia. Kto nosi bardzo drogi miecz nie mając co do ust włożyć! Albo lepiej. W ogóle nie mając pieniędzy (I nie, nie możecie tworzyć fałszywej waluty przy tworzeniu konta, są już prowadzone specjalne kursy, nauczające handlarzy jak rozpoznawać wasze twory). Problem wydaje się też brak posiadania przez was jakichkolwiek dokumentów. Szczególnie gdy wasz bohater jest urodzenia szlacheckiego. To naprawdę zadziwiające, że nikt jakoś nie raczył wpisać do kroniki narodzin Innocentego z rodu Ser, którego matką była Hryzantyja świeżo poślubiona hrabiemu Henrykowi. Jeszcze lepiej, że owy hrabia nigdy nie wydawał się mieć za złe owych narodzin, a nawet zdawał się nie zauważyć, że jego narzeczona jest w ciąży. Naprawdę, mamy poważny problem z przeszłością. Gdy rozpytywałam o tą sytuacje na Dworze Plotek, uznali mnie za wariatkę i kłamce, gdyż nigdy o tym nie słyszeli, a jak wszyscy wiemy Dwór wszystko słyszy pierwszy.

Kosmobebechologia

Agrest powstał jeszcze za czasów gdy wierzono, że świat jest płaski i leży na ogromnej płaszczce, która płynie przez morską przestrzeń między innymi morskimi kalmarami (które to odpowiedzialne są za ciemności naszego świata) i żółwiami. Wokół płaszczki krążą dwa pasożytnicze węże, których międzywymiarowe oko śledzi jakiś wyjątkowo świecący krajobraz, a którego światła odbijają się od ich soczewek i trafiają do nas. Tak więc tak. Za słońce i księżyc służą nam dwa ogromne węże odbijające światło. Agrestanie, regulują czas według zwężania się ich źrenic. Należy rownież zwrócić uwagę na fakt, że są jednookie oraz z reguły nie wchodzą w sobie w drogę. Chce powiedzieć, że jeśli ktoś wyobraził sobie dwa słońca albo tym bardziej cztery to nic takiego nie ma zazwyczaj miejsca. Po za tym jeden wąż patrzy na coś innego od drugiego i jego oko jest bledsze.  

Grafodyskografia

Jak już ustaliśmy, świat jest płaski. Nie jest idealnym okrągłym dyskiem. Ktoś o wielkiej wyobraźni stwierdził kiedyś nawet, że przypomina ośmioramienną gwiazdę. Podobno wysnuł to obserwując gałęzie i trasę wiewiórek przez nie, siedząc na czubku drzewa. Pływanie jest niebezpieczne. Można spaść na przykład. Co prawda o wiele częściej zdarza się, że trafiasz na dno, ale czasem możesz spaść w ciemną pustkę kosmosu, gdzie błyskają tylko pojedyncze punkty oczu pasożytniczych węży i ogromne niebieskie tęczówki kalmarów, a to wydaje się o wiele bardziej przerażające bo nie wiadomo czy śmierci będzie chciało się po ciebie fatygować. A wtedy byś spadał, i spadał, i spadał...
Ogółem więc. Podróże morskie są raczej niewskazane i odbywają się na niewielkim obszarze między kilkoma kontynentami. W samym centrum (tak uważają przynajmniej teolodzy) znajduje się Talos. Ogromna bryła surowego kamienia i mięsa unosząca się nad dyskiem. Właściwie jest to zamek. Podobno ładny ale nikt go nie widział przez opary, które go zakrywają. W miejscu w którym oderwał się od ziemi spieniona woda stara się zastąpić ziemie. Pieni się, wrze i warczy, kiedy znów leci w dół. To miejsce nazywają Wielkim Wirem ponieważ nikt nie miał odwagi się zbliżyć wystarczająco by nadać lepszą nazwę. A tak po za tym to w Talos mieszkają Bogowie i nie możecie tam wejść. Na północ (to znaczy w stronę głowy płaszczki)  od Talos znajduje się kontynent zwany Perlos. Kraina stromych wybrzeży i wyjątkowo płaskiej ziemi.
Perlos jest nieprzyjemną krainą. Znajduje się między ósmym a pierwszym ramieniem gwiazdy, między którymi porusza się księżycowy wąż. Jego światło nie jest tak mocne jak pasożyta słonecznego więc ziemia ta nigdy nie jest nagrzana ani też wystarczająco zimna. Trwa ona w stanie równowagi od dekad... Powoduje to, że krajobraz przypomina jesienne pejzaże przez cały rok. Jest tu masa pachnących owoców i ogromnych grzybów, wiatr wiejący z zawrotną prędkością przez rubieże oraz wiecznie pochłonięte przez melancholię elfy. Strome wybrzeża kontynentu nieraz to pochłaniały żeglarzy ci jednak, którzy zdołali się jakoś uratować i wrócić opowiadali o kraju pełnym przerażających smutnych istot poświęcających się w pełni kompletacji nad życiem, tworząc przy tym twory tak piękne i tak przeraźliwie smutne, że większość ich towarzyszy umierała z rozpaczy. Oczywiście, zdarzało się to tak rzadko, że historie te zmieniły się w legendy o pełnych dumy, mądrości i zręczności istotach mieszkających w najpiękniejszej krainie na dysku, a którą to śmiało można by nazwać rajem. Obecnie, większość lepiej poinformowanych osób doskonale wie jak to naprawdę wygląda. Od około dziesięciu lat istnieje w miarę przystępny port na zachodnim wybrzeżu (lewa płetwa), który zbudowały elfy z zwykłą dla siebie pracowitością i który od dnia swojego ukończenia otrzymuje nagrody na najpiękniejszy port na Centralnym Morzu (jak nazywa się cały centralny okręg po którym da się pływać). Jego twórcy zawsze jednak odmawiają przyjęcia nagrody jako czegoś beznadziejnie materialistycznego, co prowadzi do wielu kłótni i kontrowersji.
Perlos jest też jednym z dwóch kontynentów na, którym nie można posiadać niewolnika. Postawienie przez takiego stopy na tej haromninej ziemi automatycznie go uwalnia.
Na zachód od Perlos, odrobinę dalej od centrum znajduje się Kaseta. Kontynent znajdujący się najbliżej krawędzi, a nawet wychodzący częściowo poza nią. Kaseta w gruncie rzeczy powinna być zaliczona do kontynentów ramienia, możliwość jednak w miarę bezbolesnego przypłynięcia do niej wyklucza ją z definicji "Kompletnie szalone, niemożliwe do dotknięcia kontynenty o których zdobyciu marzą miliony". Tylko szalone się zgadza. O zdobyciu też nie ma co marzyć bo Kaseta jest oficjalnie zamieszkana, wszystkie dokumenty są podpisane i spoczywają bezpiecznie w Księgogrodzie. Prawu nie przeszkadza, że jej mieszkańcy wyglądają jak małe dzieci albo to chodzące trupy. W końcu udowodniono, że obie rasy są długowieczne i nawet według najstarszych istot są dorosłe i odpowiadają za swoje czyny. Po za tym Kaseta jest wyjątkowo mordercza. To znaczy nie jest mordercza w sposób w jaki spotyka się na innych wyspach (trudno jednak podać jakiekolwiek sposób, który nie byłby morderczy w jakiś innych sposób na jakiejś innej wyspie), Kaseta jest ... Odwrócona. Rozumiesz. Tu nie chodzi nawet o to, że dzieci mają miliony lat czy zmarli pukają do trumien swych sąsiadów. Nie. Nie. Tu po prostu jeśli nie znajdziesz czegoś działającego w jakikolwiek sposób odwrotnie to prawdopobnie jesteś na prochach lub umarłeś. Choć umierać też tu zdarza się odwrotnie. I pewnie zaraz krzykniesz: A inne krainy to co? Nie przeczą prawą naturalność, fizyki i wszechświata? W Sergos jest międzywymiarowy labirynt a w Lutum rosną karty. Wtedy ja ci przypomnę, że po Sergos chodzą również duchy z obcych wymiarów a na Lutum rodzą się ludzie stworzeni z szkła. I to jest w pewien sposób normalne. Nie. To jest najzupełniej normalne. Kaseta nie jest normalna. Kaseta przewija się do tyłu. A wszechświat to bardzo ograniczone pojęcie.
Idąc dalej na zachód napotkamy niewielki skrawek lądu. Zwie się Sywillia i jest jednym z najdziwni... Jest jednym z dziwniejszych zakątków tego pokręconego świata. Sywillia jest szerzej znana z względu na miasto zwane Księgogrodem, które to przechowuje większość zapisanych na Agreście dokumentów. To tu właśnie spoczywają traktaty pokojowe między ludźmi z Białogrodu i Cytadeli, to tu spoczywają najstarsze znane poematy i pieśni biesiadne, spoczywają tu wszystkie słowa, które zostały zapisane, które są pisane i które będą zapisane... I służą jako cegły uroczych małych kamieniczek.  Księgogród zamieszkany jest przez istoty nazywane mistrzami zagadek a które przyjęły tą nazwę dla swej rasy bo w gruncie rzeczy nikt nie zapisał ich prawdziwej nazwy, więc nie ma jak udowodnić, że jakąkolwiek mieli. Prawda, mieszkają tu też wariaci, którzy szukają wiedzy w cegłach i skrobią ściany w poszukiwaniu prawdy ale głównie zamieszkują ją mistrzowie. Księgogród jest ostatnim miejscem w jakim mogą się spotkać przeciwnicy w rozprawie sądowej ponieważ wszystko zapisane w książkach z Księgogrodu jest stuprocentową minus nieznane czynniki czasu i przestrzeni, prawdą. Dużą część ludzi przeraża możliwość permanentnego udowodnienia ich błędu lecz jeszcze większą przerażają odszkodowania jakie trzeba zapłacić gdy podczas wyciągania jakiegoś tomu zawali się dom. Księgogród, jedyne porządne miasto na Sywilli otacza Ciemnia. Przerażający las, którego wieczne mgły pochłaniają słowa, pamięć i nieostrożnych wędrowców a czasem też wypluwają z siebie puste statki z jakiś powodów. To znaczy nie do końca puste. Raczej puste pod względem żywych stworzeń. Chyba, że ser można zaliczyć do żywych stworzeń... Te statki tłumaczą również chyba czym żywią się Sywillianie. Wracając do Ciemni. Ponure oblicze lasu ukrywa, rodzi i wypluwa zadziwiające istoty jakimi są Sennicy. Te stworzenia rzadko nawiedzają miasto i raczej straszą wędrowców na drogach. O ile wędrowcy już nie są wystarczająco przerażeni bo Ciemnia to teatr zapisanych słów, a ktoś kiedyś zapisał, że jest bardzo przerażająca.
Kolejna na naszej liście jest Nomeria. Sporawy kontynent o powierzchni tak nudnej, że dostał za to nagrodę. Co dosyć smutne, nigdy jej nie odebrał. Nomerie zamieszkuje prawie tylko i wyłącznie ludzie. Nie wynika to z tego, że jest jakiś zakaz wstępu innym rasą do baru czy coś takiego, raczej nikt nie może po prostu znieść kłótliwości jej mieszkańców. Nomeria dzieli się na dwa królestwa, Królestwo Ludzi (istnieją lepsze nazwy lecz inne rasy nigdy nie uznały za sensowne ich spamiętać) i Cytadele (tą zapamiętały bo w dniu jej powstania wykrzyczano im ją do ucha), które prowadzą z sobą odwieczną wojnę*. Obecnie trwa pisanie traktatu pokojowego. To znaczy, traktat już napisano (zawiera kilka tomów niepochlebnych opinii o przeciwnej stronie), lecz ma być pisany przez jeszcze 20 lat więc ludzie na razie się wstrzymują. Ogółem Królestwo Ludzi z stolicą w Białogrodzie jest porządnym państwem, wyglądającym jak powinno, jak powinno nie prowadzi polityki, jak powinno ma szalonego króla i jak powinno chce wszystkich zeżreć. Cytadela natomiast to rozpadający się na wpół rozrastający się kompleks mechanicznych kwadratów, którzy ludzie tam mieszkający próbują pojąć. Co do Mechanicznej areny, nie jestem pewna co ona tu robi ani czemu służy.

*Odwieczną znaczy od około 432 lat. Wszystko zaczęło się gdy z kosmosu spadł statek. Jako że przypominał trumnę znalazło się kilku... Koneserów grobów, którzy zechcieli to sprawdzić. Szybko wyszło na jaw, że statek jest beznadziejnie bezwartościowy i w ogóle nie działa ale miał masę migających lampek i pokręteł więc zgodnie z ówczesną wiedzą psychoanalityczną, świetnie nadawał się na psychiatryk. Ówczesny król, Fleksja Anarchistyczna Raczy przestał się nim interesować zaraz po tym jak umieścił tam swoją żonę, wuja i część wyjątkowo irytującego społeczeństwa. Jego zdanie kontynuowali kolejni królowie aż do 432 lat przed obecnym rokiem. Wtedy ktoś sobie uświadomił, że do niedawna nie sąsiadował z wielkim metalowym klocem i zgłosił do do Urzędu Spraw, Które Się Nigdzie Nie Nadają. Przeprowadzono badanie (szczególnie mocno skupiono się na tym czy aby napewno sprawa się nigdzie nie nadaje) i stwierdzono, że Cytadela się bardzo rozrosła a ludzie w niej mieszkający oszaleli na tyle, że zaczęli rozkręcać lamki zamiast się na nie gapić. Wtedy też Cytadela i ludzie rozkręcający lampki przypomnieli sobie, że istnieje też świat poza światem z lampkami. Wyszli, popatrzyli, pooglądali, powąchali i stwierdzili, że na tym świecie nie ma lampek a jak nie ma to oni w ogóle nie chcą się w nim znajdować i oddzielili się od królestwa. Królestwo się nieco-bardzo wkurzyło bo właśnie straciło zupełne nieużytki i dobry ośrodek psychiatryczny a to stało się powodem wielkiej wojny, która trwa po dziś dzień.

W ten sposób zjechaliśmy półświat i znaleźliśmy się przy czwartym ramieniu. Przy jego brzegu wschodzi słoneczny wąż i suszy swym karcącym spojrzeniem ziemie naszego kolejnego przystanku, Zarlli. To spieczona, czerwono-pomarańczowo-złota pustynia z ruchomymi kolorowymi punktami, którymi zazwyczaj okazują się koczownicze ludy jaszczuroludzi. Zarlla składa się z trzech niebezpiecznych część. Bezimiennego miasta, gdzie w słonecznym blasku przesuwają się niebezpieczne twory słońca. Grobowców, gdzie twory, które od wieków nie spotkały czegoś podobnego do promieni słonecznych grają w chińczyka. I Piekielnych Pustkowi pokrytych wyjątkowo energicznymi wulkanami. Bezimienne miasto należy do jednego z najstarszych jak i najbardziej zapomnianych. Przypuszcza się, że zbudowano je jeszcze wtedy gdy przez Zarlle płynęła woda, a nie otaczała śmiercionośna pustynia, która upodobała sobie czaszki. Miasto jest obecnie wielkim targiem, władze w nim sprawują walczące o wpływy gildie kupieckie. Wkroczenie na ich teren oznacza, że należy przestrzegać ich zasad. Z drugiej strony, każdy wysoki, barczysty i odziany w czarną skórę mężczyzna też ci powie, że według niego powinieneś  przestrzegać jego zasad, więc należy uważać.  Grobowce to wynik wiary mieszkańców, że nie można krzywdzić zwłok, ani tym bardziej ich spalać (wyciąganie mózgu nosem uważa się za część zasad higieny zmarłego i nie ma w tym nic złego). Wielkie połacie piasku zdobione więc są grobami zmarłych, dlatego też właśnie mieszkańcy Zarlli często chodzą półprzytomni. Nie można im nie współczuć i nie podziwiać gdy próbują usnąć w takim hałasie. Piekielne pustkowia upodobali sobie wyjątkowo kultyści i czarty. Kultyści dlatego, że nie trzeba męczyć się o podpalanie ognia, czarty dlatego, że podobało się tu kultystą. Z latami bałamucenia tej ziemi społeczność kultystów rozrosła się i rozwinęła do tego stopnia, że istniej tam teraz coś co można nazwać miastem. Używali tego co mieli pod ręką (czyli kości, zębów, obsydianu i gąbek do mycia) by stworzyć namiastkę pałaców, domów, mostów, wyrzutni rakiet i stryczków. Raz zdarzyła się im kaplica ale bogom nie spodobało się, że zrobili ją z żywych czarnych kóz więc została szybko upieczona wraz z twórcami.
Solvi jest za to bardzo przyjemną krainą. Strasznie śmierdzi ale za to wszystko co może cię zabić w kilka minut lub sekund jest wyjątkowo modne, kolorowe i ma duże słodkie oczy. Od razu wiadomo czego nie tykać. Solvi jest całe niczym wielka czerwona tabliczka "Nie tykać!". Zacznijmy może, że nad pięknym, soczysto zielonym i modnym lasem, którego liście zdobione są w małe kropeczki przypominające główki szczeniaczków, wznoszą się dwa ogromne drzewa. Jedno z nich się świeci i nazywane jest drzewem życia. Ogólnie solvianie uważają chyba z święte wszystko co im świeci po gałach. A przecież to stąd wzięło się przysłowie "Nie wszystko co się świeci chce cię otruć". Z tej mądrości ludowej wyraźnie wynika, że jednak coś chce cię otruć, hę? Drugie drzewo jest miastem. To Wysoki las. Teraz rada z przewodnika dla zwariowanych turystów, nigdy ale to nigdy nie bądź pewien, że stoisz na ziemi. Nigdy. Między Drzewem życia a Wysoki lasem, który jest też jednym drzewem, rozciąga się Bagno zguby. Kiedyś dostała nawet nagrodę za najkrótszą i najbardziej opisową nazwę na świecie. Z względu na tą nagrodę i z troski o moje własne życie, nie będę wam go opisywać. Na obrzeżach Bagna znajduje się Grzybowa polana. Jest to ... Miejsce pełne grzybów... I sów... I bardzo kolorowe...i bardzo modne... I mająca wiele słodkich oczu patrzących na ciebie z ulotki promującej kurorty wypoczynkowe tam... Więc wiecie... No.
Lutum! To kraina cudów! To kraina braku mistycznych uzdrowień i czterorękich dzieci ! To kraina gdzie można zjeść natomiast karcianą babeczkę, która naprawdę jest z papieru i w której można posądzić ciebie za to o ludożerstwo! Wspaniałe! Powiadam! Wspaniałe! Głównym centrum mieszkańców Lutum jest Porcelanowe  miasto. A zważywszy na to, że jego mieszkańcy też w dużej części są z porcelany to tak jakby budują oni swe domy z szczątków swoich zmarłych... Bynajmniej to piękne miasto, które budzi się dopiero w nocy. Jego mieszkańcy co noc urządzają festiwale, przyjęcia i przechadzki pod spojrzeniem księżyca. Czyste uliczki zdobione są małymi kawiarenkami a manufaktury obrzucane są jajkami, dlatego buduje je się na obrzeżach. Na szczęście lutumańczycy bardzo dbają o czystość więc nawet tak częste pochody uzbrojone w jajka i widły czy slogany typu "Nie gryźmy filiżanek!" nie grożą wspaniałości miasta. Dzięki ogromnemu zainteresowaniu mieszkańców drzewami, które to naturalnie na Lutum nie występują, powstała Dolina luster. Botanicy nadal nie mogą wyjaśnić lutumańskim ogrodnikom, że lustra nie są wcale drzewom potrzebne. Z jednym z powodów tej niedyspozycji jest może fakt, że drzewa natychmiast znikają gdy usunie się lustro.  Krzywy dwór natomiast to święte miejsce na tej ziemi. Lutumańczycy udają się tam gdy pragną "nabyć" dziecko, nie wiadomo co się tam wtedy dzieje, bynajmniej para wychodzi później szczęśliwa z nowym szmacianym bobasem. Gdy szmaciany bobas im się znudzi lub wyjątkowo zirytuje, rodzice odsyłają go do dworu by w promieniach wschodzącego słońca wyszedł zupełnie nowy Sztuczny. Oczywiście na Lutum istnieją dzieci między wiekiem bobasa a radosnego wycieńczenia życiem, gdy jednak pytałam jak to zrobili rodzice odpowiadali mi: "Tyle papierków. Tyle papierków" i zamyślali się patrząc na podżerające z słoika ciastka pociechy. Karciana hala natomiast jest siedzibą władzy na Lutum. Lutum jest opisywane jako... Monarchia kandelabrowa, gdyż do jej sprawowania nie tylko potrzeba jest złota głowa ale i kandelabr.
W ten sposób dostaliśmy się na Acredule.  Zaczęliśmy stąpać po miękkim piasku w promieniach delikatnie przygrzewającego słońca by następnie zostać wyssanym do cna. Naukowcy, którzy badali maleńkie wyspy Acreduli (bo są to w gruncie rzeczy maleńkie wyspy, które są bardzo blisko siebie ale które mogłyby być o wiele dalej od siebie gdyby tylko chciały) zauważyli, że jest ona bardzo obfita w zupełne braki minerałów. Przypuszcza się, że właśnie stąd wynika niedobór tychże w niemal każdej żyjącej na nich istocie. Czyni to oczywiście kolejnym punktem na liście "Miejsc, które są mordercze z premedytacją". Pomimo braku chemikaliów Acredula jest wyjątkowo piękna. Jest jaskrawo ubarwiona niczym żaby w Solvi, zawiera jeszcze bardziej mordercze żaby niż te w Solvi, słońce świeci tu jakoby łagodniej nad twoim wyschniętym ciałem a modernistyczne kurorty są ciche, puste i zupełnie ale to zupełnie głodne. Acredula jak większość takich wysp wnosi się nad ogromną rafą kolarową. Wątpię by umierała. Nic co umiera nie przejawia takiego zamiłowania do pożerania gości. Według szalonych rybaków znajduje się tam niebo ryb. Ryby płyną tam gdy ich ciała osiądą już na dnie oceanu lub na talerzu i przybierają tam postać tak chętną do zapoznania się z właścicielem talerza, że aż strach. Rada z przewodnika. Jeśli ktoś na Acreduli podsuwa ci ankietę, która zawiera takie słowa jak talerz, widelec, piątek czy święta i nawet jeśli nie przejawia tych objawów: mokra skóra, szkliste oczy, ślinienie się, kilka rzędów zębów, łuski lub płetw - zgłoś swojej centrali dowodzenia, że zostałeś zdemaskowany. Co do Migotliwej jaskini - co ostatnio jadłeś?
Na naszej drodze pozostały jeszcze dwa obszary. Lodioza i Sergos. Oba znajdują się blisko międzywymiarowej wyrwy, Lodioza jednak po stronie zawietrznej, dlatego jej mieszkańcy mówią (mieszkańcy też z reguły są z obcych wymiarów) "Znów wybuchła ta wojna!" gdy tnący biały puch próbuje wyrwać drzwi z zawiasów z strachu przed tym co się dzieje z tyłu jego głowy. Pomimo temperatury minusowej minusu (czyli inaczej równa się) na Szczytach zamieci wybudowano wcale nieogromny fort. Jego grube mury i wyjątkowa technika obronna wskazuje, że jego budowniczy nie bardzo wierzyli, że można gdziekolwiek uciec przed tym co nadejdzie. Założyli również, że najlepszą metodą ochrony przed tym czymś będą armie długowłosych chomików. Lodioze porasta bujna tajga, najpiękniejszymi z jej zakątków nazwano Zimowymi ogrodami. Z względu na cienką granicę często przechadzają się po nich duchy i echa odległych wymiarów. Z reguły jednak granica powstrzymuje ich i nie są wstanie naruszyć delikatnych lodowych rzeźb kaczek i nurkujących psów. Niektórzy mówią, że dwa dni w Zimowych ogrodach odpowiadają tygodniowi w najlepszym psychiatryku. Mówią też tak o innych miejsca, które biją rekordy w rubryce "Niebezpieczne bardzo niebezpieczne" więc ich spokojny głos zdaje mi się wielce podejrzany. Lodowa jaskinia jest tak naprawdę przyjściem między zaświatem a światem, ale to tajemnica więc nikomu o tym nie wspominajcie. Kosiarze umieścili ją tutaj ponieważ mieszkańcy Sergos zrobili się bardzo podejrzliwi wobec wszystkich ludzi, którzy zdrowi opuszczali Popielate pola. By nie wzbudzać dalszych podejrzeń i nie utrudniać sobie pracy, przenieśli portal na najbliższy ląd jaki znaleźli. Nie mogą się jednak pochwalić dużą wiedzą chemiczną i biologiczną więc nadal łapią się z zdziwienia za głowę gdy ich ścięte przez mróz białko postanawia puścić. A mieszkańcy Sergos są już bardzo wściekli na szczęśliwych ludzi bez rąk.
No i w ten sposób do Sergos i do jego kapryśnych mieszkańców przejdźmy. To tradycjonaliści, ich miasto jest według tradycji dziwne, według tradycji od rozjaśnionych uliczek odchodzi tysiące wąskich i ciemnych uliczek, według pragmatyzmu rozjaśnione uliczki są ślepe, według tradycji wszystko trąci pozbawionym złota i srebra gotykiem. Według pewnego badania w Upiornym mieście znajduje się więcej miejsc użytku publicznego niż miejsc użytku mieszkalnego. Liczby te różnią się o 67%. Twórca tego dzieła nie mógł znaleźć powodu dla którego tak się dzieje. Teraz ja pozwolę sobie odpowiedzieć. Jeśli jesteś duchem przenikającym przez ściany, w ogóle nie zauważającym, że siedzisz w ścianie i zastanawiającym się ciągle czy aby nie zapadasz się pod ziemie to z względów czysto filozoficznych chciałbyś posiadać cokolwiek co nie zapadało się by pod ziemie wraz z tobą? Jeśli natomiast naprawdę pragniesz znaleźć jakich zaciszny zakątek wystarczy zajrzeć na cmentarz pod imieniem jakiegoś świętego, starsze panie na pewno z ochotą cię przyjmą. Popielate pola w pewien metaforyczny sposób są naprawdę polami trupów jak i w mniej metaforyczny sposób polami rzepaku. Sergosianie uważają rzepak za swój główny towar eksportowy, zaraz po trumnach. Większość z nich nie jada w ogóle dlatego hodowanie rzeczy trudno jadalnych uważają za swoje powołanie. Z tego też powodu niezwykle trudno znaleźć w Sergos coś do jedzenia. Kraina rzeczy zaginionych zaginęła wraz z przewodnikiem i encyklopedią ją opisującą. Wiem tylko tyle, że stamtąd wyruszają Amanci.

Religia i filozofia

Jednym z największy problemów z jakim spotkać się może rozrastająca się nowiutka religia są bogowie. Mianowicie na Agreście istnieją byty, które to podobno są bogami ale z względu na swe niezaprzeczalne istnienie ich boskość zanika. Kolejnym problemem jest, że nawet nie tyle władają siłami natury o ile raczej ideą czynności i profesji. Mamy więc boga wojny, boga kowalstwa, boga wiary (przebywa w wiecznej depresji) i nawet boga starości (zwanego "Zrzędliwym"). Najważniejszym z bogów jest bóg czasu - Oko. Wygląda jak wielkie unoszące się oko jeśli ktoś by się zastanawiał. Według jego wyznawców czas płynie tylko dlatego, że on na ciebie patrzy. I wielu go z tego powodu nienawidzi a na ich czele stoi (lub raczej podryguje leżąc) bóg starości. Dlatego właśnie jest głównym bogiem. Innym problemem bogów jest fakt, że mieszkają w Talos. Ogromnej unoszącej się nad oceanem budowli. Do Talos nie można wejść lub zejść. No chyba, że jest się bogiem wojny i ma się latającego wieloryba, to tak. A więc bogowie istnieją, wszyscy o tym wiedzą ale właściwie nie ma jak tego udowodnić. Na dodatek nie można być pewnym który bóg z którym bogiem się właśnie kłóci, więc wychwalanie jakiegoś boga automatycznie przynosi niechęć innego. A gdy bóg jest zły to nic się nie dzieje. Jak jest zadowolony to też nic się nie dzieje ale Agrestanie uważają, że lepiej by było gdyby był zadowolony gdy już zacznie coś robić. Całą filozofią Agrestu jest więc "Na każde pytanie odpowiedz tak". Wielu jednak tęskni do czegoś co można być nazwać wiarą.
Powrót do góry Go down
http://agrest.forumpolish.com
 
O świecie
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Agrest :: Studnia wszechwiedzących :: Stara księga-
Skocz do: